Nawigacja
Czytelnia » Recenzje » Death Note (2017) - recenzja
Recenzje
Death Note (2017) - recenzja
Krótko, gdyż słów szkoda.
Zasady korzystania z Death Note


Zasada numer jeden: Człowiek, którego nazwisko zostanie tu zapisane - umrze.


Zasada numer dwa: Zapis będzie skuteczny, jeśli piszący wyobrazi sobie twarz posiadacza nazwiska.


Zasada numer trzy: Bazowanie na mandze bez próby wiernej adaptacji zakończy się fiaskiem.


O powstającej amerykańskiej wersji Notatnika Śmierci można było słyszeć od dawna i każda z kolei pojawiająca się informacja na temat owej produkcji wywoływała emocje, cóż, najczęściej ambiwalentne. Pierwszą dużą kontrowersją okazała się już oficjalna informacja o obsadzie, z której jasno wynikało, że aktorzy, łagodnie rzecz ujmując, nie reprezentują cech, które charakteryzowały postaci znane z oryginału.

Jako wspomniany oryginał, na potrzeby recenzji w sposób tożsamy potraktujemy mangę jak i anime, któremu Death Note zawdzięcza zdecydowaną większość swojej popularności, gdyż właśnie kluczowym punktem wyjścia zdaje się znajomość lub nieznajomość starszych wersji. Jako zaznajomieni z tematem od samego początku będziemy porównywać, jako widzowie ze świeżym podejściem będziemy spokojnie chłonąć, ale wraz z zakończeniem seansu w obu przypadkach werdykt będzie ten sam: film nie jest dobry.

Opowiada historię Lighta Turnera, intelektualnie uzdolnionego, choć społecznie wycofanego ucznia liceum, który przypadkiem, czy też nie - staje się posiadaczem notatnika śmierci, prastarego zeszytu, zapewniającego śmierć każdemu, kogo nazwisko znajdzie się na jego kartach. Z czasem, po odkryciu niezwykłych możliwości, które zapewnia posiadanie notatnika, licealista postanawia wymierzać sprawiedliwość przestępcom. Na jego drodze jednak staje tajemniczy L, genialny detektyw, próbujący schwytać samozwańczego boga.

Czyż opis nie brzmi podobnie do oryginału? Być może, jednakże na bardzo ogólnym rysie fabularnym kończą się podobieństwa. Ilość błędów, jakie popełnia ten film jest przytłaczająca, a największym z tych błędów jest kompletne wykastrowanie fabuły z tego, za co całe mnóstwo fanów pokochało oryginał - pojedynek genialnych umysłów.
Śladowe ilości inteligencji Lighta twórcy próbują nam zostawić już na samym początku filmu, kiedy rozwiązuje on za pieniądze zadania dla innych uczniów, w dalszej części filmu jest on zwykłym nastolatkiem, a znana z mangi ,,zabawa w kotka i myszkę" pomiędzy nim, a detektywem jest tutaj tak uproszczona, że niemal niezauważalna.

Sama postać detektywa i jego wątek również pozostawia niesmak. Wiadomym jest, że w Stanach Zjednoczonych istnieje absurdalne prawo mówiące m.in. iż w każdym filmie musi zagrać przynajmniej jeden czarnoskóry aktor, a jeśli występuje tylko jeden, to nie może być to postać negatywna, ale zatrudnienie czarnoskórego aktora do roli L było decyzją co najmniej nietrafioną. Szczególnie dla ludzi, którzy oryginał znają, gra aktorska Lakeitha Stanfielda wygląda jak (jakkolwiek to zabrzmi) małpowanie znanego nam wcześniej L, jak gdyby dziecko zafascynowane anime próbowało naśladować ruchy, których nie potrafi i udawać inteligencję, której nie ma.

Znacznie lepiej to wyszło samym Japończykom w ekranizacji live action Desu Nōto z 2006 roku. Choć i ten film spotkał się z falą krytyki ze strony fanów, pozostaje dziełem znacznie bardziej dla nich przychylnym, niż tegoroczny wybryk Netfliksa. Bezsprzecznie jednak w doborze aktorów nie można odmówić jednej trafionej decyzji, mianowicie kreacji Ryuka, któremu głosu, jak i mimiki użyczył Willem Defoe.


Tak jak wiele można powiedzieć o filmie w kontekście poprzednich wersji, tak równie dobrze można nie mówić niczego. Bardzo możliwe, że ktoś zgłosił się do inwestorów z propozycją ekranizacji światowego fenomenu, a ci w obliczu prawdopodobieństwa zysku wyłożyli odpowiednią sumę na realizację projektu, z którym twórcy sobie nie poradzili. Wiele można sztuce wybaczyć, ale ten film to sztuka blamażu. Dzieło, które absolutnie nie jest tym czym próbuje być. Najprawdopodobniej chciano jedynie luźno nawiązać do ogólnego założenia oryginału, jednak fabuła oryginalnego Death Note'a jest tak konstruktywnie złożona, że twórcy nie dali rady się od niej oderwać i sami wpaść na nowe rozwiązania, a jedynie oszpecili te, na których się opierali. Danie twórcom możliwości zrobienia filmu opartego na tym koncepcie okazało się wsadzeniem za kierownicę luksusowego i drogiego sportowego samochodu dziecka, które ledwo potrafi przekręcić kluczyk w stacyjce, a kiedy już rusza to na zaciągniętym ręcznym hamulcu, ostatecznie w kłębach dymu dokonując samozapłonu.
Oceń artykuł:
Przeczytaj więcej o:
Komentarze
Nie posiadasz zezwoleń do pisania komentarzy.
Od najstarszych Strzałka w dół Od najnowszych Strzałka w górę
0
Bazyli 31 Października 2017r. 21:04
Porównanie: amerykanie: śmierć od drabiny (oderwała górną część czaszki), Polacy: czołg trafił 5m od dziewczyny przeleciała 20m i uderzyła w gróz i przeżyła, amerykańcy są słabi.
1
Krulofa_Pocionkuff 8 Października 2017r. 3:46
Przydzielenie czarnoskórego faceta do roli L było jednym z głupszych rzeczy jakie widziałam xD
2
konsta 16 Września 2017r. 17:30
"absurdalne prawo mówiące m.in. iż w każdym filmie musi zagrać przynajmniej jeden czarnoskóry aktor"
dotyczy fabuły!


Jedna z najbardziej nieudanych adaptacji ever. Liczyłam, że uratuje ją kreacja Defoe jednak tak mocno go zatkali charakteryzacją, że - cytując pewną moją dobrą duszyczkę - równie dobrze Ryuka mogła zagrać Beyonce.
1
Neamend 14 Września 2017r. 21:08
Po dowiedzeniu sie, że będzie wersja filmowa Death Note, nie spodziewałam się towaru z wysokiej półki, ale TO co powstało to istna porażka. Wniosek jest jeden - nie dopuszczać do wersji filmowych anime.
0
Ichigo 11 Września 2017r. 22:31
Japoński Death Note też był jakiś taki nijaki. Powiedziałbym, że nakręcony zbyt "bezpiecznie". Dodatkowo bardzo brakowało w nim porządnej ścieżki dźwiękowej.
Uważam, że gdyby połączono techniczny aspekt Death Note'a od Netflixa z Japońską wersją i dodano do tego świetny soundtrack, to wyszedłby majsteresztyk. Powiedziałbym wręcz, że w jednym filmie historia poszła za bardzo swoją drogą, a w drugim ta historia była wręcz taka sama, a sposób nakręcenia wprowadzał w melancholię i nudę. W Japońskiej wersji brakowało jakiejś takiej odwagi reżysera do dodania coś od siebie. Za to w Amerykańskiej polecieli już za bardzo po całości.

Gdyby chłopaki połączyli siły i walnęli kooperacje z Hansem Zimmerem to byłby sztos B), a tak 4/10.
0
barthes8 11 Września 2017r. 12:24
Nawet obejrzałem netflixowy det nołt. Ale szczerze powiedziawszy myślałem, że będzie tragiczniej zrobiony. Technicznie jest dobrze zrobiony. Muzycznie też mi się podobał. Wiadomo aktorsko słabiej ale wydaję mi się, że to przez aktorów tak do końca tylko słabego scenariusza chociaż Ryuka fajnie zagrał Defoe. L i Kira to jak dla mnie w tym filmie debile i po za tym nie było między nimi chemii. Ta i jeszcze te niektóre wytłumaczenie z miejsca na, którym siada człowiek. Próbowano też zastąpić jakąś/jakieś(?) postacie i to niestety nie wyszło. I w sumie śmierci też mogli lepiej niektóre pokazać, bo mieli narzędzia. Zmarnowany potencjał... niestety.

Ale w sumie dzięki tej produkcji zacząłem myśleć o dziwnych połączeniach jak np Podróż w Czasie + Notatnik śmierci ^^'

Co do artykułów ta trzecia zasada haha :D
#czekamnakolejnyartykułjaktobywaniecerpliwie ^^'"
0
Reverie 9 Września 2017r. 16:12
L [color=#000000]czarny[color=#8000ff]? Serio??[/color][/color]
0
Yumikumi 6 Września 2017r. 16:32
Ten film był do bani oglądałam go i mega się zawiodłam, gdyż anime jest wspaniałe, a ten film ukazuje całkowitą niekompetencję ludzką.Grzej " DEAD NOTE" to już chyba nikt nie zrobi,ten film to totalna porażka.
0
Lilith 5 Września 2017r. 19:56
Krótki opis artykułu, cudo. Pozdrawiam cieplutko.
4
Znienawidzony 3 Września 2017r. 11:07
Po seansie tego filmu krytyka w jego stronę jest jak najbardziej uzasadniona,jednak spróbowałem też spojrzeć na ten film pod kątem osoby,która nie miała styczności z materiałem źródłowym w postaci mangi lub anime i najgorsze jest wlaśnie to że nawet traktując ten film jako zupełnie osobny twór kierowany do nowych widzów niezaznajomionych z oryginałem to i tak wypada on kiepściutko lub co najwyżej średniawo. Pewnie był to film który miał zachęcić osoby nie oglądające "chińskich bajek" do sięgnięcia po oryginalną wersję jednak ten film pewnie jeszcze bardziej zniechęcił takie osoby. Moim zdaniem serial byłby dużo lepszy,ponieważ ciężko "wsadzić" całą fabułę w 2-godzinny film. Pewnie sami aktorzy jak i reszta obsady miała mgliste pojęcie o oryginalnej serii dlatego pewnie wyszło tak jak wyszło. Niby są jakieś lekkie nawiązania ale co z tego jak głupota bohaterów i bezsensowność ich działań psują cały obraz. Po prostu widać tu zmarnowany potencjał.
Jako osoba znająca oryginalną animowaną serię niestety muszę wystawić ocenę:

0/10

Jako osoba,która nie miałaby styczności z animowaną serią dałbym temu filmowi naciąganą ocenę:

5/10

Szkoda że wyszło tak a nie inaczej bo naprawdę wierzyłem w ten film bo jest tam mało efektów paranormalnych i mogło się to udać jako wersja z aktorami - niestety rezultat był gorszy niż wszyscy tego oczekiwaliśmy. Wielka szkoda.
2
Ghoul z AOT 3 Września 2017r. 8:21
od razu powiem że nie polecam
0
yukarIII 2 Września 2017r. 22:28
OGLĄDNEŁAM>ZAŁAMAŁAM.
0
barthes8 2 Września 2017r. 17:18
eR napisał artykuł \o/
Oh happy day ;)

Chyba nie zobaczę tej netflixowej produkcji jak tyle negatywnych głosów jest albo zobaczę to aby się pośmiać jak tragicznie to poszło, bo czasem oglądam dla śmiechu filmy typu Sharknado. Ta netflixowa produkcja chyba nie jest gorsza od filmów The Asylum? ;D
0
TokiChan 2 Września 2017r. 16:39
Bardzo się zawiodłam , nie miałam wysokich oczekiwań do tego filmu lecz wyszło to okropnie (przynajmniej dla mnie)
2
Fumi 2 Września 2017r. 13:25
W pełni zgadzam się z kolegą niżej. Istna parodia. Nazwisko reżysera powinno znaleźć się w tym notatniku.
6
brak loginu 2 Września 2017r. 10:14
To nigdy nie powinno powstać ;_;
2 dni po obejrzeniu tego "Dzieła" nadal czułem się wstrząśnięty tym co oglądałem.
To było jeszcze gorsze niż ekranizacja Dragon Ball.
W porównaniu do tego czegoś japoński film Death note był wierną kopią mangi czy anime.
Lepiej żeby Amerykanie nie brali się już nigdy więcej za ekranizację mang czy anime bo to nigdy nie jest nic dobrego.
Dziękuję, dobranoc.
2
Diru_Chan 2 Września 2017r. 6:16
Jeśli jest tak jak mówisz, to szczerze powiem zawiodłam się na tym filmie. Co prawda nie oglądałam go, ale miałam w planach kiedyś do niego zajrzeć. Nie wiedziałam kompletnie nic o obsadzie i po dowiedzeniu się z tąd ze L w netflixowej wersji jest czarnoskóry, naprawdę załamałam się. Z tego co tutaj jest objaśnione ta wersja to totalne dno, teraz rozważam nawet czy jest sens obejrzenia tego, jeśli jest to tylko w lekkim stopniu wzorowane na podstawach Notatnika Śmierci. Naprawdę załamka. Oczywiście mam tez nadzieje ze opinia podana tutaj, tez nie jest bezpodstawna. Jak narazie powstrzymam się z oglądaniem tego filmu (Czarnoskóry L naprawdę mnie zniechęcił, wiem ze to nie jest główny bohater, ale przyjęło się ze on zawsze był taki blady i na swój sposób wywołujący dreszczyk). Może kiedyś wrócę do filmu, ale jak narazie nie mam zamiaru. Ah i jeszcze jeśli chodzi o postać Ryuka to rzeczywiście, tutaj trafili w 10!
Nie posiadasz zezwoleń do pisania komentarzy.
Strona fanów japońskiej popkultury On-Anime 2009 - 2017
Napędzana przez autorski skrypt On-Anime 4, wykonany przez jednego z największych leni na świecie.