Nawigacja
Czytelnia » Recenzje » Lucky Star
Recenzje
Lucky Star
Czy anime po dekadzie istnienia wciąż potrafi śmieszyć?
Nie da się ukryć, że każde nasze działanie jest odnotowywane w ramach czasowych i o ile dawniej nasze osiągnięcia mogłyby być dla nas czymś niesamowitym, o tyle po latach zdajemy się zapominać, a nawet lekceważyć dane wspomnienie. Tak jest z wieloma kwestiami, bo w końcu — mówiąc ogólnikowo — wszystko się starzeje. Nie inaczej jest z anime „Lucky Star”. Bądź co bądź omawiana bajka ma już swoje lata, a niektóre motywy mogły stać się niezrozumiałe przez upływający czas, za którym również idzie przemijająca moda. Zatem czy warto dać szansę temu tytułowi, czy może jest to seria, która po latach – podobnie jak inne wytwory tego typu – straciła walory komizmu?

Początkowo anime skupia się na historii czterech licealistek, które rejestrują otaczający je świat i rozprawiają na ten temat. Niby nic wielkiego, ale wbrew pozorom jest to ciekawa koncepcja z uwagi na to, iż postacie są wykreowane dość klarownie, a ich charaktery odbiegają od siebie, w związku z czym jedna kwestia może zostać odebrana na cztery różne sposoby. Co więcej, przez całą serię panuje wyjątkowo przyjazna atmosfera, więc docinki ze strony Konaty (jednej z tytułowych postaci anime) nie były czymś gburnym, a wręcz przeciwnie. Dało się odczuć wyjątkową więź łączącą wspomnianą czwórkę przyjaciółek. W zasadzie, na samych dialogach nie kończy się humor serii, ponieważ zdarzają się dość zabawne sytuacje jak np. zbyt energiczni sprzedawcy, wizyta na przeludnionych konwentach czy też udział w imprezach szkolnych. Jednak, pomimo mojej powyższej rekomendacji, muszę napomknąć o poziomie humoru, który początkowo powoli zwyżkuje, aby w połowie serii zacząć opadać. Wpisanie w scenariuszu dodatkowych postaci, było dla mnie wyjątkowo nietrafne. Ich zachowanie było po pewnym czasie monotonne, a co za tym idzie – nudne. Zrodziło się we mnie poczucie, że autor chciał na siłę przedłużyć serię, a to z kolei odbiło się niekorzystnie na całokształcie omawianego dzieła. W końcu ile razy można słuchać, o dziwnych odchyleniach na tle seksualnym czy też kompleksach na temat wielkość piersi postaci drugoplanowych?

Opening jest o tyle ciekawym zagadnieniem, iż nie da się o nim powiedzieć złego słowa. Grupka postaci serii wykonująca układ cheerleaderski smacznie zachowały się w mojej pamięci. Zresztą wspaniała muzyka oraz doskonała animacja przełożyła się na coś, co bez zastrzeżeń mógłbym określać samymi pozytywnymi przymiotnikami.

Oddzielną kwestią jest oprawa wizualna. Zarówno animacja, jak i kreska w samych odcinkach, wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Nie ukrywam, że pierwszy raz spotkałem się z tytułem, który nie tyle mnie odrzucił, co w jakimś stopniu zmierził przez swoje ubóstwo wyrażające się przez np. szare postacie w tle. Mimo wszystko, z czasem zaczyna się to zmieniać, w wyniku czego odbiorca jest świadkiem pewnego przeskoku graficznego. Sama metamorfoza nie wymaga wielu odcinków, zatem moja aprobata w tym aspekcie jest jak najbardziej wskazana. Za to powtarzająca się sceneria oraz błędy w animacji, także mogły być powodem mojego niezadowolenia, ale trzeba pamiętać o tym, w którym roku anime było tworzone. Osobiście nie sądzę, aby – pomimo powyższych zarzutów – tytuł ten był tragiczny, najlepiej wpisałoby się tutaj sformułowanie, że seria jest niczym kwiat, który rozkwita i dopiero po jakimś czasie możemy cieszyć się jego pięknem.

Nieco lepiej prezentowały się utwory muzyczne. Wciąż z sympatią wspominam nieco monotonną melodyjkę, jaka często towarzyszyła licealistką, przy omawianiu jakiegoś zagadnienia. Pojawił się tu także utwór rodem z „Iinitial d”, a konkretnie „Gravity”, który wywarł na mnie niebotyczne wrażenie. W końcu został użyty – jak mniemam – wyłącznie w jednej scenie, zatem podziwiam za stworzenie tak skrupulatnej parodii.

Podsumowując wszystkie zagadnienia, seria wydaje się bardzo przyjazna. Małostkowe problemy, chibi postacie oraz słodka atmosfera nawet po latach potrafią przyciągnąć. Mimo wszystko wciąż ubolewam nad tym, że autor nie posilił się o rozwinięcie niektórych aspektów anime, na których seria bazowała. Motyw dorastania oraz wchodzenie w etap dorosłości mógłby się tu wspaniale wpisać, lecz przez całą serię drwiono z tego tematu, co przełożyło się na niewykorzystany potencjał. Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że nie wszystkie serie muszą być nastawione na tego typu klimaty. Osobiście polecam anime dla osób, które poszukują komediowych zapychaczy czasu i są gotowe przeżyć nudę pierwszych odcinków, gdyż okazuje się, że taka podróż w czasie jest wyjątkowo przyjemnym doświadczeniem.

Oceń artykuł:
Przeczytaj więcej o:
Komentarze
Nie posiadasz zezwoleń do pisania komentarzy.
Od najstarszych Strzałka w dół Od najnowszych Strzałka w górę
0
TokiChan 30 Marca 2018r. 11:50
To anime jest klasykiem. Jak dla mnie każdy fan japońskiej animacji powinien obejrzeć Lucky Star,nawet gdy taki humor nie przypada mu do gustu. Cała seria ma swój klimacik i wyjątkowe podejście do "fabuły" co właśnie w moim mniemaniu jest najcudowniejsze.
0
Julka-saan 28 Marca 2018r. 23:08
Moeee
0
Yuichi 27 Marca 2018r. 23:36
Cóż, co by nie mówić wszędzie widać niski budżet produkcji, ale jednocześnie wielką miłość jaką otrzymała. Miała być właściwie zapychaczem, a ostatecznie przywdziała łatkę serii kultowej, jednak co się dziwić - za produkcją stało studio Kyoto Animation, a oni zawsze robią kawał dobrej animacji.

Osobiście polecam obejrzeć, nie tylko jeśli lubicie japońskie poczucie humoru, bo uniwersalnych i nadal aktualnych gagów też sporo się tu znajdzie.
Nie posiadasz zezwoleń do pisania komentarzy.
Strona fanów japońskiej popkultury On-Anime 2009 - 2018
Napędzana przez autorski skrypt On-Anime 4, wykonany przez jednego z największych leni na świecie.